Gocemos, a la salud de los Difuntos!

Bawmy sie, za zdrowie Zmarłych!

fragment meksykańskiej piosenki

Zjawisko śmierci (z malej litery, gdy mowa jest o procesie), jak i Śmierci (rozumianej jako personifikacja tego procesu) jest jednym z ważniejszych zagadnień w kulturze meksykańskiej i jednym z tych, które łączy swym zasięgiem wieś i miasto. Dla mieszkańców Meksyku zagadnienie śmierci jest częścią życia i często pojawia się w codzienności. Głównym symbolem śmierci, już od czasów prehiszpańskich, jest calavera – czaszka, którą znaleźć można na płaskorzeźbach w dawnych centrach kultu, w kodeksach i na ceramice. Dziś wyrabiana jest z najróżniejszych materiałów: kartonu, papier mache, gipsu, plastiku, cukru, czekolady. Już Aztekowie posiadali specjalne miejsce kultu czaszek zwane tzompantli, gdzie czaszki ludzkie, ponatykane na długie kije, były umieszczane piętrowo jedne na drugich. Dziś kolorowe czaszki piętrzą się, szczerząc zęby w uśmiechu, na straganach w Dni Święta Zmarłych.

Śmierć została przez Meksykanów spersonifikowana pod postacią szkieletu kobiety w eleganckiej sukni i kapeluszu z piórami, wedle XIX-wiecznej mody. To tak zwana „Catrina”, kobieta z wyższych sfer, pożądliwie podpatrywana przez mężczyzn podczas niedzielnych przechadzek, przedstawicielka zapatrzonej we francuską kulturę ówczesnej arystokracji meksykańskiej. Wysoka i chuda, owinięta kolorowym boa z piór, czaruje tłumy swym trupim uśmiechem. Śmierć jest waźną bohaterką meksykańskiej ikonografii, obecną zarówno pod postacią drewnianych, kartonowych lub ceramicznych figur autorstwa miejscowych, anonimowych zwykle rękodzielników, jak i znanych artystów. Seria litografii i grafik autorstwa Jose Guadalupe Posady (1852-1913) jest jednym z najbardziej znanych jej przedstawień. Śmierć ukazana jest na nich w najrozmaitszych sytuacjach życia codziennego: w kantynie pijącą pulque, tańczącą na wiejskiej zabawie, sprzedającą tortille na ulicy, jadącą na rowerze, jako martwą narzeczoną, której kochanek obiecuje miłość aż do grobowej deski. Litografie Posady zaludniają szkielety będące swego rodzaju zabawnym memento mori. Jednak w swoim czasie litografie te miały za cel krytykę społeczną. Przedstawiając życie codzienne ówczesnego społeczeństwa, jednocześnie łagodziły głębokie różnice społeczne uzmysławiając, że w obliczu śmierci wszyscy są równi.

W dawnym Meksyku poświęcano kultowi zmarłych nie dwa lub trzy dni w roku, jak to się dzieje obecnie, ale cały miesiąc (dziś tak długi okres świętowania ku czci zmarłych zachowują jedynie Indianie). Mimo że mity poszczególnych grup etnicznych dotyczące śmierci nieco się różnią, ich zasadniczy schemat jest identyczny: istnieje kilka miejsc, do których trafiają zmarli. Nie odpowiadają one jednak chrześcijańskim wyobrażeniom o Niebie, do którego idzie się w nagrodę, Czyśćcu, w którym się pokutuje, i Piekle, które jest wieczną karą. Los człowieka zależy od sposobu, w jaki umarł, a nie od życia jakie prowadził. I tak zmarli od pioruna, topielcy i cierpiący na choroby związane z wodą byli szczęśliwcami, których przyjmował w swoim królestwie – wyobrażanym jako odpowiednik naszego raju – bóg deszczu – Tlaloc. Zabici w walce i kobiety zmarłe przy pierwszym porodzie otrzymywali zaszczytną rolę towarzyszy Słońca w jego wędrówce po nieboskłonie. Wszyscy inni, czyli większość, po czterech latach najeżonej trudnościami wędrówki docierali do podziemnego królestwa zmarłych Mictlanu, w którym czekała ich ostateczna dezintegracja.

Indiańskie wyobrażenia o śmierci i pośmiertnym losie człowieka liczą sobie tysiące lat. Dziś już nie wyglądają one tak samo, jak w momencie ich spisywania przez pierwszych kronikarzy. Na przykład, dzisiejsi Indianie Nahua (najliczniejsza grupa etniczna Meksyku), są przekonani o istnieniu katolickiego Nieba i Piekła, do których udają się dusze ludzkie. Z dawnych wierzeń pozostała ważna rola tonalli, elementu duchowego związanego z mózgiem, jako determinującego los pośmiertny. I tak, jeśli tonalli (zwany przez Indian cieniem) jest „zły”, dusza trafi do Piekła, jeśli jest „dobry” – do Nieba. W dzisiejszych czasach wśród Indian nadal powszechna jest wiara w Tlalocan, do którego poza topielcami udają się, według dzisiejszych przekonań, także dzieci zmarłe bez chrztu i ofiary zabójstw. Pełnią oni takie funkcje sług Boga Deszczu – sprowadzają deszcz, kierują wiatrem etc.

Również dziś wśród społeczności indiańskich poświęca się zmarłym znacznie więcej czasu i uwagi niż ma to miejsce w kulturze europejskiej. Pierwsze Święto Zmarłych w ciągu roku ma miejsce 29 września, w dzień świętego Michała . W wigilię tego dnia zanosi się na cmentarz ofiarę składającą się z pierwszych plonów: młodą kukurydzę i zrobione z niej tamales (potrawa z liści nadziewanych kukurydzianą masą). Ma to zapewnić opiekę zmarłych nad uprawami. Dzień ten otwiera cały cykl świąt poświęconych zmarłym, a dla żywych jest sygnałem, że od tej pory do listopada zmarli będą przybywać do ich domów. 30 października (choć w niektórych społecznościach już 18 października w dzień świętego Łukasza) jest dniem wizyt w domostwach tych wszystkich członków rodzin, którzy zginęli tragicznie. Jest to szczególna kategoria zmarłych. Są oni niebezpieczni, gdyż gwałtowna śmierć sprawiła, że nie do końca pogodzili się ze statusem zmarłych i mogą chcieć szkodzić żywym, niejako z zawiści. Dlatego też ofiarę dla nich umieszcza się zawsze w sieni, nigdy wewnątrz domu. Kulminacją okresu poświęconego zmarłym jest triada 31 października, 1 i 2 listopada. Daty te są też oficjalnymi datami Święta Zmarłych w Meksyku, obchodzonego przez większość społeczeństwa. Dzień 31 października jest dniem zmarłych dzieci. Przybywają one do swoich domów o północy 31 października i pozostają tam do następnego dnia, kiedy to ustępują miejsca dorosłym zmarłym. Ci natomiast przybywają 1 listopada i odchodzą 2 listopada, kończąc tym samym długi czas obchodów poświęconych zmarłym.

Żywi muszą zadbać o pomyślne przybycie zmarłych. Nie chodzi tylko o przygotowanie ołtarza ulubionymi potrawami poświęconego zmarłym, ale też o wskazanie im drogi do domu przy pomocy świec, kwiatów i kadzidła, znaczących szlak od cmentarza do domostwa. Ołtarz jest tym miejscem w dniach obchodów, wokół którego koncentrują się wszystkie wydarzenia. W jego przestrzeni zmarli komunikują się z żywymi. Buduje się go w centralnej części domu, ozdabiając kwiatami, wycinankami z papieru i świecami – po jednej dla każdego zmarłego. Zawsze są na nim umieszczone wizerunki świętych i Matki Boskiej. Często ustawia się na nim zdjęcia bliskich zmarłych, których przybycia się oczekuje. Światło świecy, według wierzeń Indian, ma pomóc zmarłym przebyć rzekę, za którą znajduje się królestwo zmarłych (żywy element wierzeń prehiszpańskich) i trafić z powrotem do domu. Dlatego też na świecy umieszcza się imię zmarłego, żeby dokładnie wiedział, dokąd ma się kierować. Zmarli po przebyciu tak długiej drogi z zaświatów są głodni i spragnieni, dlatego nie może zabraknąć pożywienia i napojów, które umieszcza się na ołtarzu rano w dzień odwiedzin. Dla dzieci przygotowuje się te potrawy, które spożywały one za życia: kurczaka, makaron, „chleb zmarłych”, tamales z fasolą, słodycze, owoce, napoje gazowane. Nie oferuje się im mięsa wołowego ani wieprzowego, gdyż uważa się, że dzieci przestraszyłyby się tych zwierząt. Dorośli mają nieco bogatsze menu: otrzymują większość tego co dzieci, ale też tamalse z mięsem i alkohol: pulque, piwo, wódkę. Wierzy się, że zmarli posilają się wchłaniając zapach potraw. Gdy zmarli powracają w zaświaty, żywi mogą zjeść przygotowane dla nich potrawy. Czynią to z ochotą, gdyż jedzenie dla zmarłych gotowane jest ze szczególną pieczołowitością, mieszkańcy Meksyku rzadko mają okazję jeść takie przysmaki.

Zmarli, którzy zostali właściwie uczczeni przez bliskich udają się w zaświaty niosąc ze sobą potrawy, które otrzymali i wymieniając komentarze na ten temat. Powrócą za rok (który według ich czasu trwa tylko jeden dzień, a więc niejako codziennie przebywają wśród żywych), w czasie którego ich przychylność zapewni społeczności obfite plony i ochronę przed nieszczęściami. Właściwe potraktowanie zmarłego jest bardzo ważne. W każdej społeczności indiańskiej można usłyszeć opowieści o kimś, kto nie wierzył w przyjście zmarłych i nie przygotował ołtarza, rozchorowywał się jeszcze tego samego dnia, a następnego umarł. Wierzenie, że zmarli są z natury istotami ambiwalentnymi pozostało niezmienione od czasów prehiszpańskich. Niebezpieczeństwo, jakie grozi bliskim zmarłego wynika z przekonania, ze utracił on to, co dla człowieka najcenniejsze – życie, dlatego zazdrości żywym ich kondycji i z zawiści może chcieć im zaszkodzić. Zmarli mogą też szkodzić lub pomagać w dłuższym okresie czasu. Uważa się, że są odpowiedzialni za pomyślne plony, od których tak niegdyś, jak i dziś zależy przetrwanie wielu społeczności. Bogate rytuały, które poświęca się zmarłym nadal mają na celu ukontentowanie zmarłego, zapewnienie sobie jego przychylności, jako ze zmarły właściwie uczczony może zdziałać wiele dobrego dla swoich bliskich.

Inaczej obchody Święta Zmarłych wyglądają w miastach, gdzie znacznie trudniej doszukać się dawnych wierzeń w dzisiejszych wyobraźeniach na temat śmierci i zmarłych. Wciąź jednak wiele rodzin (szczególnie tych, które od niedawna źyją w mieście) ustawia w swoich domach ołtarze 31 października. Wielu z nich takźe udaje się na cmentarze, gdzie, podobnie jak Indianie, czuwają nocą przy grobie bliskich i posilają się przyniesionym jedzeniem. Dominującym kolorem w tych dniach jest intensywna pomarańczowa barwa margerytek, którymi przystraja się groby. Nowymi elementami przybrania grobów są zapoźyczenia halloweenowe – puste w środku dynie, czarownice na miotłach, maski upiorów itp.

Za murami cmentarza organizowane są verbeny – fiesty uliczne z muzyką i śpiewami. Ulice pełne są straganów ze słodyczami: czaszkami z cukru z wypisanymi na czole imionami (kaźdy stara się znaleźć wśród nich swojego „imiennika” i zjeść w ten sposób własną śmierć), trumienkami z czekolady, wewnątrz których spoczywają miniaturowi zmarli z marcepanu, kościotrupami dla ozdoby lub do jedzenia, pan de muerto, czyli chlebem zmarłych – ciastkami droźdźowymi w kształcie kości.

Dzieci, a nawet niektórzy dorośli, przebierają się za zjawy, potwory, mumie i krąźą wieczorem po ulicach, strasząc przechodniów. Dzieci chodzą teź od domu do domu prosząc o calavere – porcję słodyczy i owoców. W większych miastach organizowane są programy kulturalne związane z obchodami Święta Zmarłych. W stolicy Meksyku, na głównym placu – Zocalo, powstaje cale „miasteczko” zmarłych, w którym artyści dają upust fantazji tworząc wielkie, kolorowe ołtarze przedstawiające np. znane postaci kultury meksykańskiej jako szkielety. Programy telewizyjne i radiowe równieź poświęcają duźo miejsca świętu, w którym chyba najwyraźniej odzwierciedla się kultura meksykańska. W ciągu tych trzech dni na przełomie października i listopada w Meksyku panują niepodzielnie Zmarli.

Bibliografia:

„Arqueología mexicana”, 1999, vol. VII, nr 40.
Broda J., Good Eshelman C., Historia y vida ceremonial en las comunidades mesoamericanas: los ritos agrícolas, Universidad Nacional Autónoma de México, Mexico 2004.
Krickeberg W., Mitos y leyendas de los Aztecas, Incas, Mayas y Muiscas, FCE, Mexico 1994.
Lomnitz C., Idea de la muerte en Mexico, Fondo De Cultura Economica, Mexico 2006.
Ana Bella Perez Castro (red.), Equilibrio, intercambio y reciprocidad: principios de vida y sentidos de muerte en la Husteca, Mexico 2007.
Rios G. , Ramirez E., Suarez M., Dia de muertos, Universidad Autonoma Metropolitana, Mexico 1995.

tekst i zdjęcia Karolina Pasionek