O biedaku, garstce ryżu i wdzięczności

Ubogi staruszek wędrował po świecie. Pewnego dnia, kiedy przechodził przez wieś, był bardzo zmęczony i głodny. W jednym z domów usłyszał dźwięki weselnej uczty.

Pożywię się tutaj i odpocznę troszkę – pomyślał. Wszak wielka radość panuje w tym domu i ludzie na pewno chętnie podzielą się ryżem i swoją radością z potrzebującym.

Kiedy zastukał do drzwi otworzył mu wystrojony gospodarz. Z pogardą spojrzał na biednego wędrowca.
– Nie potrzeba mi tutaj obszarpanych żebraków. Pochodzę z bardzo dobrego rodu i równie znamienici są moi goście. Idź stąd staruchu, albo poszczuję cię psami – powiedział gospodarz i zatrzasnął przed nim drzwi. Żaden z weselnych gości nie ujął się za wędrowcem.

Nie takiej gościny spodziewał się strudzony starzec. Zasmucony, ruszył dalej, gdzie oczy poniosą.

Na rozstajach dróg dogoniła go młoda dziewczyna.
– Mam dla ciebie trochę ryżu dziadku – rzekła – nie mogę ci dać dużo, bo tylko tyle udało mi się wynieść. Pan mój jest bardzo skąpym i bardzo złym człowiekiem. Gdyby zauważył, że wynoszę jedzenie, straciłabym pracę.

– Dobre masz serce dziewczyno. Powiedz, jakie masz najskrytsze marzenie, a ja postaram się je spełnić – staruszek uśmiechnął się do dziewczyny, patrząc na jej twarz pokrytą bliznami.
Speszona służka opuściła głowę.
– Nie wiem, czy możesz spełnić moje życzenie. Widzisz przecież moje blizny. Odkąd je posiadam, moim jedynym marzeniem jest mieć gładką skórę, tak jak inne dziewczyny we wsi – wyszeptała, a po jej pokrytej bliznami twarzy zaczęły płynąć łzy.

– Nie płacz już – poprosił staruszek. – Idź, obmyj sobie twarz w tym oto strumieniu i bądź dobrej myśli.

Dziewczyna poszła do strumienia. Nie mogła przecież zapłakana wrócić do weselników. Jak wielka jej była radość, kiedy umywszy twarz zobaczyła, że blizny zniknęły. Z tafli wody spoglądało na nią odbicie pięknej dziewczyny.

– To jest podziękowanie za twoje dobre i wrażliwe serce – rzekł rozpromieniony starzec i ruszył w dalszą drogę.

Dziewczyna wróciła do swoich obowiązków.

Możecie sobie wyobrazić, jak wielkim zaskoczeniem było dla gości weselnych, kiedy zobaczyli usługującą im śliczną dziewczynę, która jeszcze tak niedawno ze spuszczoną głową podawała im jadło i napitki.

Nie miała wyjścia i musiała opowiedzieć całą historię, jaka się wydarzyła. Nikt nie miał wątpliwości, że były to czary. Dlatego każdy chciał z nich skorzystać. Wszyscy tłumie wybiegli na poszukiwanie starca. Kiedy go znaleźli, siłą przyprowadzili do domu i ugościli po królewsku.

Pomyśleli, że teraz mogą już prosić o wszystko czego pragną – o zdrowie, urodę, bogactwo. Życzeń było tyle, ilu było weselnych gości.

Starzec podziękował za gościnę i tak jak dziewczynie polecił weselnikom umyć się w strumieniu. Wszyscy, przepychając się między sobą, weszli do strumienia. Jak wielkie było ich zdumienie, kiedy po chwili ciała ich pokryły się sierścią, a z tyłu zaczęły im rosnąć długie ogony. Nie minęło wiele czasu, jak po gościach weselnych nie było ani śladu, a nad strumieniem pozostała tylko gromada rozwrzeszczanych małp.

– Oto moje podziękowanie za wasze obłudne serca – powiedział wędrowiec i ruszył przed siebie tam, gdzie go oczy poniosą.

Bajka wietnamska “O biedaku, garstce ryżu i wdzięczności”

ilustracje Agnieszka Cieślikowska