Czujesz, jaki silny wiatr wieje znad pustyni? Słońce już zachodzi za horyzont. Chodź, wejdź do mojej jurty. Odpoczniesz sobie po skwarnym dniu, schronisz się przed zimnem w jej gościnnym wnętrzu. Nadchodzi godzina opowieści. Przy gorącej herbacie zabielanej wielbłądzim mlekiem opowiem Ci pewną historię. Nie pamiętam, czy usłyszałem ją od mojej babki czy od matki mojej babki.

To było dawno, dawno temu …

Pewnego razu żyło sobie dwóch braci pasterzy. Codziennie o świcie, kiedy tylko słońce wstawało na wschodzie i rozświetlało swoim blaskiem piaszczyste wzgórza pustyni Kara-kum, chłopcy zabierali swoje owce na zielone pastwiska. Wiedli je oni sobie znanymi dróżkami, tam gdzie trawa najzieleńsza, gdzie zioła pachnące, gdzie woda najbardziej krystaliczna. Nic więc dziwnego, że owce były najdorodniejsze w całym aule1, a czarna wełna skłębiona na ich grzbietach połyskiwała w blasku słońca.

Pewnego poranka, jak co dzień, szli sobie bracia ze swoimi owcami. Starszy na przedzie, przygrywając na swojej fujarce, młodszy z tyłu, przegryzając chleb, którego nie zdążył zjeść na śniadanie. Szli tak sobie, zatrzymując się raz po raz, aby skosztować słodkich jagód lub nazbierać pachnących ziół dla matki. Nagle młodszy z braci zauważył skaleczenie na jednym z palców u nogi. Nie wiadomo kiedy i gdzie to się stało. Może zawadził niefortunnie o wystający kawałek jakiejś skały?

Chłopcy zatrzymali się, a wraz z nimi także ich owce. Noga bolała tak bardzo, że młodszy z braci nie mógł iść dalej. Trzeba było zrobić opatrunek. Starszy chłopiec ostrym nożem obciął kawałek runa jednej z owiec i troskliwie owinął nią krwawiący palec. Po chwili ranny poczuł ogromną ulgę. Dalsza część dnia minęła tak jak zwykle. Owce pasły się spokojnie, starszy brat, znalazłszy schronienie w cieniu krzewu, przygrywał sobie na fujarce, a młodszy spoglądał na widniejące w oddali wydmy pustyni Kara-kum przypominające mu morskie fale.

Gdy słońce schyliło się ku zachodowi, owce były najedzone a chłopcy bardzo głodni, wszyscy powrócili do aułu. Ależ pięknie pachniał przygotowany przez mamę płow2, do którego dodała przyniesionych przez synów świeżych ziół…

Kiedy wszyscy się posilili, młodszy z braci postanowił raz jeszcze opatrzyć swoją nogę. Jakież było jego zdziwienie, kiedy po zdjęciu buta, wcale nie zobaczył kawałków runa, którymi brat owinął jego zraniony palec. Wełna całkowicie zmieniła swój wygląd. Pojedyncze włókna owczego runa, pod wpływem wilgoci i nacisku w trakcie marszu, zbiły się w gruby delikatny w dotyku kawałek materiału…

Tak powstał wojłok, a dwaj bracia poznali sekret jego wytwarzania.

Na dworze już noc. Czy nie doskwiera Ci chłód? Zimny wiatr wieje od pustyni. Nic nie czujesz? To dobrze. To wojłokowe ściany jurty chronią nas przed przejmującym nocnym chłodem. Wojłokowe dywany wyściełają jej wnętrze. Dlatego nie marzniemy, dlatego jest nam tak ciepło.

Wojłok jest bardzo ważny dla ludzi ze stepów, a ja opowiedziałem Ci historię jego powstania. Usłyszałem ją od mojej babki lub od matki mojej babki podczas długich godzin rozdzielania owczego runa na pojedyncze włókna i ubijania wojłoku, kiedy to ludzie, aby umilić sobie czas, śpiewają pieśni i opowiadają stare baśnie i legendy.

Chcesz zobaczyć rozgwieżdżone niebo i księżyc świecący nad wydmami Kara-kum? Załóż tylko wojłokowy płaszcz, abyś nie zmarzł.

 

Opowiadanie na podstawie baśni z książki Sally Pomme Clayton ”Opowieści z jurty – baśnie z centralnej Azji”

ilustracje Agnieszka Cieślikowska

 

Słowniczek:

1. Osada pasterzy żyjących na azjatyckich stepach

2. Typowa turkmeńska mięsna  potrawa