Edward Saidi Tingatinga przyszedł na świat w niewielkiej wiosce na południu Tanzanii. Wychowywał się w tradycyjnej społeczności ludu Makua, aktywnie uczestnicząc w jej życiu. Przez cztery lata uczył się w szkole misyjnej, gdzie zdobył podstawy wiedzy. W wieku 25 lat opuścił rodzinną wioskę i podobnie jak wielu młodych ludzi udał się na północ kraju w poszukiwaniu lepszego życia. Przez dwa lata pracował na plantacji sizalu. Był też ogrodnikiem w Dar-es-Salaam, a potem ulicznym sprzedawcą warzyw i owoców.

Utalentowany i pełen inicjatywy młody człowiek zaczął rozwijać rozmaite umiejętności artystyczne. Ozdabiał poduszki, serwety i kapy na łóżka. Nauczył się wyplatać kosze i maty. Malował także na zamówienie ściany domów nawiązując do zwyczaju zdobienia domostw, popularnego w jego rodzinnych stronach. Grał na ksylofonie w zespole muzycznym. Był towarzyski, powszechnie lubiany, miał wielu przyjaciół. Jego praca cieszyła się ogólnym uznaniem.

Zapragnął też zostać malarzem. Być może zainspirowały go obrazy przywożone do Tanzanii po 1960 roku przez przybyszy z Kongo, którzy z powodzeniem sprzedawali na ulicach kolorowe malowidła, ukazujące najczęściej typowe pejzaże afrykańskie i chaty pod palmami. Postanowił spróbować własnych sil i w tej dziedzinie. Na kopiował jednak obrazów kongijskich, ale malował zwierzęta, podobnie jak robił to w dzieciństwie. Wtedy z pewnością nie przypuszczał jak potoczą się losy malarstwa w Tanzanii… Malował na kwadratowych płytach pilśniowych, najczęściej o wymiarach 60cm x 60cm, używał farb olejnych w kolorach zielonym, białym i czarnym, a połączenie tych barw sprawiało, że jego prace były raczej spokojne w tonacji.

Sprzedawał obrazy w pobliżu centrum handlowego Morogoro, gdzie Europejczycy robili często zakupy. Bardzo powoli, stopniowo jego prace zaczęły budzić zainteresowanie i przynosić zyski. Wkrótce inni członkowie rodziny zaczęli malować, a w sprzedaży obrazów pomagała mu żona.

Tingatinga zginął tragicznie w 1972 roku. Został postrzelony na ulicy przez policyjny patrol, który tropił złodzieja i przez pomyłkę uznał go za uciekającego przestępcę. Miał 40 lat.

Następcy Tingatingi, podobnie jak on nie mieli wykształcenia artystycznego. Wiedzieli tylko to, czego zdążył ich nauczyć sam mistrz. Jego spadkobiercami stali się członkowie rodziny i przyjaciele, potem stopniowo dołączali do nich inni.

Tak powstał nowoczesny, ekspresyjny styl malarski, nazwany później tingatinga, od nazwiska słynnego dziś prekursora. Styl ten znalazł wielu naśladowców i spowodował niebywały rozkwit malarstwa w Tanzanii.

W Dar-es-Salaam wszystkie drogi prowadzą do Morogoro, magicznego miejsca, położonego pomiędzy rzeczywistością a wyobraźnią. Na ustawionych gęsto obok siebie, stłoczonych straganach rozwieszone są wielobarwne płótna wibrujące żywymi kolorami. Malarze pracują i wystawiają swoje prace także w przestronnym, klimatyzowanym pawilonie. Naprawdę jest w czym wybierać.

Współcześnie artyści odeszli od kanonów, znanych im z twórczości Tingatingi, który malował przede wszystkim stylizowane zwierzęta, typowe dla fauny afrykańskiej wschodniej części kontynentu. Na jego obrazach pojawiały się słoń, żyrafa, lew, hipopotam i antylopa, nazywane często “wielką piątką”. Tingatinga upodobał sobie fantazyjne ptaki z długimi, pochylonymi szyjami. Także obecnie do najczęściej powtarzających się tematów należy ptak siedzący na gnieździe z jajkami. Jeśli w pobliżu znajduje się drugi ptak uważnie obserwujący gniazdo, symbolizuje on bezpłodną kobietę zazdrosną o szczęści matki, która może mieć dzieci.

Spadkobiercy Tingatingi prowadzili ciekawe eksperymenty, które miały urozmaicić ich prace. Zmienił się kształt obrazów, a także ich wymiary. Wielu z nich zamieniło kwadratowy podkład na prostokąt, z powodzeniem malowali też na małych lub dużych płaszczyznach. Zaczęli malować na płótnie, które było łatwiejsze w transporcie, a więc znajdowało wielu nabywców. Odeszli od tradycyjnej gamy barw, a ich prace rozkwitły żywymi kolorami. Używali farb olejnych, a w pewnym okresie także jaskrawych połyskliwych emalii do rowerów, co dawało naprawdę interesujący efekt kolorystyczny.

Starali się poszerzać tematykę swoich malowideł. Zaczęły pojawiać się rozmaite sceny rodzajowe inspirowane nie tylko wspomnieniami z dzieciństwa, mitami i legendami ludu Makua, ale także wnikliwą obserwację otaczającego świata. Obrazy ukazujące zwierzęta zawierały często aluzje do ludzkich zachowań, uczuć i konfliktów, które powstają w stosunkach między ludzkich.

Każdy obraz opowiada własną historię, jedyną w swoim rodzaju. Jest głęboko osadzony w afrykańskiej kulturze. Niektóre z nich ukazują krajobraz Tanzanii z ośnieżonym szczytem Kilimandżaro, z chatami, drzewami i zwierzętami. Inne są opowieścią o codziennym życiu mieszkańców tego kraju, wypełnionym rozmaitymi zajęciami i świętowaniem. Scenki rodzajowe malowane z wielką wprawą wyrażają pragnienie zwykłego, spokojnego życia. Kobiety przygotowują posiłki, lepią garnki gliniane, zaplatają warkoczyki tworząc misterne fryzury, tańczą podczas różnych uroczystości, mężczyźni łowią ryby, polują na dzikie zwierzęta, grają na bębnach.

Widać tu nie tylko realia życia na wsi, często także z przymrużeniem oka przedstawiane są blaski i cienie miejskiej codzienności. Z wielu obrazów wyłania się nierzeczywisty świat pełen magii. Ukazane są tradycyjne praktyki lecznicze i magiczne leki w pojemnikach z tykw. W pobliżu znachora często umieszczony jest wąż, który symbolizuje tajemną siłę jaką uzdrowiciel może wykorzystać i przekazać pacjentowi.

Malarze biorą też udział w tworzeniu historii swego kraju, przyczyniając się do zachowania w pamięci minionych czasów. Ich prace są swego rodzaju kroniką ważnych wydarzeń, znajdujących oficjalne potwierdzenie. Relacje są tak dokładne, że pojawiają się w nich nawet imiona uczestników tych, najczęściej tragicznych, zdarzeń m.in. wielkiej powodzi która pochłonęła setki ofiar lub katastrofy statku pasażerskiego. Czasem malowane opowieści sięgają czasów kolonialnych i handlu niewolnikami.
Niektóre obrazy przypominają komiksy. Są podzielone na wiele kwadratów, o jednakowej lub rozmaitej wielkości, w które wpisane są oddzielne motywy, ukazujące rozmaite scenki lub całe historie, w których występują sylwetki ludzkie, a często także zwierzęta, zachowujące się jak ludzie. Ulubionym przez wielu malarzy tematem jest szpital – niezwykle bogate źródło inspiracji. Chorzy, lekarze i pielęgniarki poruszają się w zamkniętych pomieszczeniach, panuje tu pośpiech i niebywałe zamieszanie.

Artyści mogą pokrywać malowidłami właściwie wszystkie przedmioty, w zależności od upodobań nabywców. Zdobią dowolnie wybranymi motywami talerze, pudełka, tace, kubki, a nawet duże muszle. Kilka lat temu modne stały się niewielkie ozdobne tabliczki, na których można umieścić imiona lub krótkie teksty.
Obrazy które znajdują się na pograniczu naiwności i romantyzmu, rozedrgane kolorami, proste w swojej wymowie, mają niepowtarzalny urok. Widać w nich radość tworzenia i entuzjazm, z jakim artyści przekazują optymistyczną wizję świata. Ta praca bawi, daje szczęście, a do tego zapewnia godne życie.
Twórcy obrazów są w pełni świadomi ozdobnej efektowności swojego malarstwa. Byłoby błędem sądzić, że ich prace są tylko pamiątkami dla turystów. Od zwykłego pamiątkarstwa odróżnia je na ogół wysoki poziom artystyczny i świadomość własnej tożsamości kulturowej. Pod egzotyczną i dekoracyjną powierzchnią obrazów kryją się ważne informacje, które pozwalają spojrzeć na inną kulturę i zastanowić się nad tym co chciał przekazać twórca obrazu. Artysta, czasem może nie w pełni świadomie komunikuje się z odbiorcą, w sposób niesłychanie prosty i bezpośredni zachęcając go do refleksji nad odmienną kulturą.

Nie jest przypadkiem, że wizerunki afrykańskich zwierząt są do tej pory bardzo cenione przez odbiorców. Te nieco naiwne przedstawienia ze świata fauny, w połączeniu ze skomplikowaną techniką malarską są przecież tak odmienne od malarstwa europejskiego i niosą ze sobą ładunek egzotyki. Podobnie dzieje się z obrazami ukazującymi tajemniczy świat magii, niezrozumiały i tym bardziej fascynujący dla Europejczyków. Historie o czarownikach i znachorach pobudzają wyobraźnię klientów. Tak więc malarze z góry uprzedzają życzenia europejskich miłośników sztuki, znają ich upodobania i oczekiwania. Pragną także, aby ich radosne, dekoracyjne obrazy nie pozostały obojętne odbiorcom.

Tekst i zdjęcia Jolanta Koziorowska