Standardowa chińska rodzina to, w rozumieniu Europejczyka, model „Dwa plus jeden”. Czyli rodzice i dziecko. 

Jak funkcjonuje społeczeństwo wychowujące od trzydziestu lat jedynaków? Co zachowało się z tradycji posiadania licznej rodziny, w której najważniejszy był potomek płci męskiej, w kraju, w którym prawo zezwala na posiadanie jednego dziecka?

rodzina

Według oficjalnych statystyk w Chinach obserwuje się obecnie niski współczynnik urodzin. Prowadzona od 1975 roku ścisła kontrola, potocznie zwana Polityką Jednego Dziecka, jak podają chińskie media „okazała się sukcesem i w rezultacie ograniczyła liczbę ludności w Chinach o 300 milionów, co jest porównywalne z liczbą mieszkańców Ameryki Północnej. 

Wielu ekspertów chińskich przekonuje jednak, iż obecnie możnaby powoli rozluźniać ową Politykę i zezwalać coraz częściej na posiadanie dwójki dzieci.” (Xinhuanet)

Od tego radykalnego prawa już od kilku lat są wyjątki (mniejszości narodowe; rodziny wiejskie; rodziny, w których matka i ojciec są jedynakami; czy te, w których pierwsze dziecko jest upośledzone). Po drugie, istnieją też mniej restrykcyjne regiony, gdzie władza przymyka oko na wielodzietne rodziny i nie rejestruje wszystkich rodzących się tam dzieci. Po trzecie bogaci Chińczycy są w stanie opłacić wszelkie narzucone przez państwo podatki, by posiadać liczną rodzinę. Jak podaje Beijing Time z 15.12.2005 „nowobogaccy Chińczycy konkurują nie tylko w posiadaniu ogromnych posiadłości i drogich samochodów, ale również w posiadaniu jak największej ilości dzieci.”

Dziecko

W Chinach, częściej niż w innych rejonach świata, dzieci rodzą się drogą cesarskiego cięcia. Panująca w Europie moda na poród naturalny jest tu zupełnie niezrozumiała. Przyszłe matki unikając niekontrolowanego bólu, a lekarze komplikacji, zgodnie wybierają zabieg. Niewiele Chinek decyduje się też na karmienie piersią. W tym kraju jest to postrzegane jako symbol przynależności do ubogiej warstwy społeczeństwa. W większości szpitali zabronione jest informowanie przyszłych matek o płci dziecka. Ma to zniechęcić kobiety do dokonywania aborcji. Jednak w tej kwestii istnieje jednocześnie zupełnie inna polityka. Młode Chinki otaczane są reklamami, w których usuwanie ciąży wymienia się jako alternatywną formę zapobiegania ciąży, na równi z prezerwatywą i tabletką antykoncepcyjną.dziecko w nosidelku

Kiedy rodzi się dziecko – matka i ojciec nie pełnią roli opiekunów. W Chinach dziećmi zajmują się przede wszystkim dziadkowie.

Babcie i dziadkowie codziennie pielęgnują niemowlę i pokazują maluchom świat. 
Szalenie rozwinięte architektonicznie, nowoczesne chińskie metropolie planowane są przez młodych mężczyzn, zafascynowanych techniką i przemysłem motoryzacyjnym. Potrzeby dzieci czy niepełnosprawnych są dla nich zupełnie niezrozumiałe. W największych miastach Chin nie ma np. podjazdów na wózki, autobusów niskopodłogowych, udźwiękowionej sygnalizacji świetlnej. Dopóki nie wyjdzie centralna dyrektywa nakazująca zmianę polityki planowania miasta, póki nie zostanie wszczęta kampania na rzecz dzieci czy niepełnosprawnych, w tej dziedzinie nie zostanie zrobione nic. A tradycyjne przekonania starszej generacji nie pomagają w zmianie podejścia do tego tematu. Choć wózki można kupić w każdym sklepie dziecięcym, w Chinach wierzy się, że lepiej niemowlę trzymać w ramionach (bo w wózku mózg się za bardzo trzęsie) i tak właśnie chińscy dziadkowie robią. Przez godziny, dni, miesiące noszą swoje wnuki na rękach. 

Widok pięknie poruszających się w rytm czaczy lub ćwiczących w parku tai chi starszych osób kontrastuje z totalnym brakiem bezpłatnych placów zabaw dla dzieci. Prawie na każdym osiedlu w większych miastach istnieją przyrządy do gimnastyki dla dorosłych, ale tylko w nielicznych parkach tych metropolii można, najczęściej odpłatnie, skorzystać z huśtawek, ślizgawek i innych atrakcji dla dzieci. Piaskownice to luksus dla bardzo zamożnych mieszkańców zamkniętych osiedli.
W komunistycznych Chinach XXI wieku płaci się za wszystko, również za edukację (też w placówkach państwowych). Każda szkoła pobiera czesne, które waha się od 300Y (30 Euro) do 20 tys. Y – 2000 Euro miesięcznie.

We wszystkich większych miastach Chin istnieją międzynarodowe prywatne szkoły. Czesne jest tam astronomicznie wysokie. W drugiej połowie 2006 roku w Nankinie otwarto przedszkole, w którym opłata wynosi 9 tys Euro za semestr. Chętnych nie brakuje. Średnia krajowa pensja we wrześniu 2006 roku to 1344 Yuany – 130 Euro, przy średnich zarobkach w Szanghaju 1854 Y – 180 Euro, a w Lanzhou – w Gansu północno zachodnia prowincja Chin 822 Y- 80 Euro. 

Chińczycy to naród oszczędny i choćby cała rodzina musiała odżywiać się tylko ryżem i nie ogrzewać mieszkania zimą, będą odkładać na wykształcenie swoich potomków. Dotyczy to zarówno pracujących siedem dni w tygodniu rodziców, jak i dziadków. Niestety w wiejskich rodzinach wielodzietnych nie ma szans na posłanie do szkoły wszystkich dzieci. Tam stopień analfabetyzmu wśród 15-latków sięga 11,5%. Choć w mieście sytuacja wydaje się lepsza – 5,22% – wciąż odbiega od ideału.

Edukacja dzieci jest przedmiotem wielkiej presji rodziny. Codziennie ulicami maszerują maluchy, z których nieliczne wyróżniają paski na rękawach. To klasowi prymusi. Z dumą noszą przypięte na agrafkę plakietki i spędzają długie godziny nad książkami. Wyniki w testach w szkole podstawowej, w której edukacja trwa pieć lat (na wsi) i 6 lat (w mieście) mają przesądzić o ich przyszłości. Rodzice zapisują swoje pociechy na dodatkowe zajęcia muzyczne, sportowe, ale przede wszystkim na naukę angielskiego. Obowiązek nauki trwa w Chinach na wsiach 9 lat, a w miastach 10 lat. 

Egzaminy na studia, wprowadzone ponownie w 1977 roku, nie są łatwe. Konkurencja jest ogromna. Poza tym nie wszyscy mogą studiować na wybranych przez siebie uczelniach. Tylko wybitnym studentom z prowincji udaje się kontynuować naukę w Pekinie czy Szanghaju. Niepełnosprawni są w tym względzie zupełnie dyskryminowani. Dopiero trzy lata temu w Szanghaju niewidomi mogli oficjalnie podjąć studia. Jak podawała wówczas lokalna gazeta Szanghaj Daily specjalnie przystosowane klasy były dostępne wówczas dla ośmiu szczęśliwców. Szanghaj liczył wówczas około 13 milionów mieszkańców.

przedszkole

Mimo bardzo przyciągających uwagę nagłówków prasowych nazywających jedynaków urodzonych w Chinach „Małymi książętami”, którzy są otoczeni nadmierną opieką dorosłych i rozpieszczani na każdym kroku, na podstawie własnych doświadczeń i obserwacji śmiem twierdzić, iż młodzi Chińczycy są w tym samym stopniu egoistyczni, jak ich rodzice. To, że nad jednym dzieckiem czuwa sześcioro dorosłych nie jest aż tak zadziwiające, gdy weźmie się pod uwagę, że przynajmniej dwoje z nich pracuje siedem dni w tygodniu po kilkanaście godzin.

 

Kobieta

Współczesne Chinki nie stoją w cieniu mężów, lecz na czele międzynarodowych przedsiębiorstw. Można je spotkać w drogich lokalach, nowoczesnych siłowniach i w salonach piękności.

Panująca w Azji moda na lolitki i dziecięcy wygląd dojrzałych już kobiet kontrastuje z ich zaradnością i skrajnym pragmatyzmem w podejściu do życia. Zdziecinniałe trzydziestolatki otaczające się misiami i maskotkami nawet w pracy, umawiają się z koleżankami z biura, w jakiej kolejności będą rodziły dzieci, aby nie zakłóciło to pracy zespołu. Jeśli którejś z nich zdarzy się ciąża „poza kolejnością”, w poczuciu obowiązku i lojalności wobec koleżanek oraz szefa, dziewczyna nierzadko pozbywa się ciąży. 

Chinki zakładają rodziny późno. Wybierają partnera nie na zasadzie zachodnich romantycznych kryteriów, lecz adekwatnie do ich własnego statusu społecznego. Mężczyzna powinien zapewnić byt rodzinie. Kiedyś symbolem statusu i gotowości mężczyzny do ożenku był w Państwie Środka – rower. Dziś to samochód, mieszkanie i inne dobra, które mogą wyróżnić mężczyznę w gronie ubiegających się o rękę kandydatki.
Chinki mają w czym wybierać i nie ukrywają swojej racjonalności za wachlarzem emocjonalnych wyznań. Poszukując partnera, uczestniczą w masowych randkach na ponad 5 tysięcy osób, a jak nie mają czasu to wysyłają na połów swoje matki i babki. 

Rola matki, podobnie jak ojca, sprowadza się do zapewnienia finansowego bezpieczeństwa dziecku. Tuż po porodzie tradycja nakazuje jej spędzić miesiąc w łóżku nie robiąc zupełnie nic (nie myć się, nie czytać, nie oglądać telewizji, nie przemęczać się). Mało która mieszkanka Szanghaju stosuje się do wszystkich z tych zaleceń, aczkolwiek nie uciekają one przed odpoczynkiem. Inaczej jest na prowincji, tam Zhuo Yue Zi (czyli miesiąc po porodzie) jest obowiązkowym czasem rekonwalescencji młodej matki. 

Kobiety absolutnie nie pełnią roli bogiń domowego ogniska. Są raczej pojawiającymi się i znikającymi nimfami, od czasu do czasu doglądającymi wyników nauki dziecka w szkole. Nie mają obowiązku stanowienia moralnego wzoru zachowań i zdecydowanie nie spędzają dni na przygotowywaniu posiłków. Wszelkie zajęcia domowe są w Chinach obowiązkiem pracy gosposi, tak zwanych cioć (Ayi), które oprócz gotowania i sprzątania, jeśli dziadkowie są zajęci, zajmują się również opieką nad małymi dziećmi. Sieć agencji oferujących gosposie jest świetnie rozwiniętą usługą w każdym większym mieście. Praca w charakterze pomocy domowej jest dla wiejskich kobiet bardzo dobrą szansą poprawy warunków życia.

Młoda matka powinna pracować i cieszyć się życiem, póki sama nie zostanie babcią. Wtedy dopiero zaczyna pełnić nobliwą rolę w domu i należy jej się największy szacunek.

Mężczyzna

Chińczycy początku XXI wieku to metroseksualni mężczyźni, którzy hałasują i zapuszczają paznokcie. Długie paznokcie u chińskich mężczyzn z niższej klasy średniej oznaczają wyzwolenie od pracy fizycznej ( w tym temacie brylują kierowcy taksówek). Mówiąc inaczej Chińczycy budują, bogacą się i pielęgnują swój wygląd. 

Młody mężczyzna w Chinach to zarówno osiemnasto-, jak i trzydziestolatek. Bardzo często korzysta się z geniuszu czternastolatków np. przy instalowaniu wymyślnych urządzeń w miejscach publicznych. Młodzi chłopcy są zachęcani do nauki od najmłodszych lat i żyją pod presją ogromnej konkurencji oraz w otoczeniu ambitnych rodziców. Większość dostępnych na rynku zabawek i książek dla dzieci ma stymulować ich rozwój intelektualny i badać lub zwiększać IQ, EQ i wszystkie możliwe Q.

Mężczyźni często pracują siedem dni w tygodniu po kilkanaście godzin. Bez względu na to, jakie zajmują stanowisko. Oficjalnie niedziela, a niekiedy sobota są dniami wolnymi od pracy. W rzeczywistości w Chinach nie ma rzeczy, której nie można załatwić w weekend. Urlopy i wakacje w tutejszej kulturze pracy i zgodnie z azjatyckim duchu przedsiębiorczości to czysta strata czasu.

Święta, przypadające na Chiński Nowy Rok, początek maja oraz pierwszy tydzień października, mężczyźni najczęściej spędzają w gronie rodzinnym. 

Ale to nie znaczy, że Chińczycy nie korzystają z relaksu. Wieczorem – po obfitej kolacji – obowiązkowo odwiedzają salony masażu. Karaoke, latawce, hazard, gra w szachy czy hodowla świerszczy to tylko nieliczne z rzeczy, którymi Chińczycy zajmują się w wolnym czasie. Kontakt z naturą, wyprawy w góry, jazda konno czy kamping to dzisiaj we wschodniej Azji bardzo droga moda z zachodu, która w ślimaczym tempie rozprzestrzenia się raczej wśród młodzieży. 

Obecnie w Państwie Środka rodzi się więcej chłopców niż dziewczynek. Na 100 dziewcząt przypada 117 chłopców. Ta dysproporcja prowadzi do zaostrzenia konkurencji między Chińczykami, również na niwie życia prywatnego.

Podczas zawarcia związku małżeńskiego chińscy partnerzy muszą oprócz karty zdrowia (oraz w południowo zachodnich prowincjach CHRL od 1 stycznia 2007 roku obowiązkowego badania na nosicielstwo wirusa HIV), okazać podpieczętowaną odciskami palców zgodę swoich rodziców na taką decyzję. Jeszcze do niedawna do tego należało (choć nie obowiązkowo) dołączyć zgodę pracodawcy. Podczas podpisywaniu aktu zawarcia małżeństwa młodzi małżonkowie zobowiązują się słownie do dbania o swoich rodziców. Normą jest zapewnienie im dachu nad głową na starość. Młodzi często bądź zamieszkują razem z rodzicami, bądź kupują im mieszkanie nieopodal swojego domu.

Dziadkowie – tradycje chińskie guanxi

Rodzina w Państwie Środka to coś więcej niż rodzice i dziecko. 7,6 % ludzi w Chinach to seniorzy w wieku powyżej 65 lat. Ten procent będzie w kolejnych latach sukcesywnie rósł. Obecni pracujący trzydziestolatkowie to pierwsze pokolenie „Opasłych Książąt”, jedynaków, którzy muszą zarobić nie tylko na emeryturę swoich rodziców, ale i dziadków. 

starsi

Młodzi przedsiębiorcy często korzystają z guanxi (czyli kontaktów) swojej rodziny i cenią to, że dzięki niej mogą dłużej utrzymać się na rynku pracy. 

O dziadkach, jakimi są chińscy seniorzy, można pisać książki. Nawet jeśli są aktywni zawodowo, zajmują się wnukami i dziećmi. Rano ćwiczą rozmaite rodzaje tai chi lub uprawiają sport. Najczęściej to emeryci stanowią publiczność podczas zawodów kajakarskich czy innych mniej popularnych dyscyplin.
Seniorzy pojawiają się równie często (a już zdecydowanie częściej niż w Polsce) na licznych billboardach i w reklamach telewizyjnych. Spełniają tam rolę autorytetów i dodają chińskim produktom wiarygodności.
Prawo chińskie, choć bardzo surowe, jest traktowane jako zbiór reguł, które czasami można łamać. Dotyczy to nie tylko zgody rodziców na małżeństwo, fałszywych narzeczonych zapraszanych na święta by zadowolić rodzinę, lewych dyplomów czy ściągania podczas egzaminu na prawo jazdy. Zdarzają się wypadki, że zamiast posiadania jednego dziecka rodzice decydują się na pięcioro. Czworo z nich jest nigdzie nie rejestrowane, nie umie czytać i czasem korzysta z jednej legitymacji starszej siostry, lub brata, by móc się przemieszczać czy załatwić formalności związane z podjęciem pracy. Żyjąc tu odnosi się czasem wrażenie, że rząd i społeczeństwo żyją w różnych światach. Jedni tworzą dekrety i prawa, a drudzy luźno stosują się tylko do wybranych z nich. 

Podobnie jest z tradycją. Choć większą wagę przywiązuje się do niej na prowincji Chin, a mniejszą w dużych kosmopolitycznych miastach, jest ona przestrzegana w zależności od potrzeb jednostki.

Tekst i zdjęcia Barbara Stillmark