Formalna edukacja w Tanzanii została zorganizowana na wzór angielskiego systemu nauczania. Obowiązek szkolny rozpoczyna się w wieku siedmiu lat, a szkoła podstawowa ma siedem klas. Obowiązująca podstawa programowa jest wspólna dla wszystkich szkół podstawowych, również tych prywatnych – z wyjątkiem prywatnych szkół międzynarodowych. W publicznych szkołach podstawowych językiem wykładowym jest język swahili, a obowiązkowym językiem obcym, nauczanym codziennie, jest język angielski. Po zakończeniu szkoły podstawowej wszystkie dzieci przystępują do egzaminu państwowego, którego zaliczenie upoważnia do nauki w publicznej szkole średniej. Na wyniki tego egzaminu czeka się bardzo długo, od września aż do końca grudnia. W tym czasie dzieci zwykle pomagają rodzicom w pracach domowych, ale zdarza się także, że na okres czterech miesięcy podejmują pracę zawodową. Młodzież, której nie uda się dostać do liceum, może próbować zdać do szkoły zawodowej; w dwa lata przyucza ona do zawodu i daje solidne podstawy języka angielskiego. Jest to dobre rozwiązanie, gdyż młody człowiek, mając fach „w ręku”, nie będzie miał problemu z samodzielnym utrzymaniem. Jednak szkół zawodowych jest zbyt mało i duża część młodzieży trafia po prostu na naukę „do majstra”. Młody człowiek, zostając czeladnikiem, pomaga we wszystkich drobnych pracach, ucząc się jednocześnie konkretnego zawodu, np. stolarza czy krawcowej. Oczywiście, jak to dawniej bywało i w Polsce, rodzice którzy pragną by ich dziecko nauczyło się konkretnego rzemiosła, pokrywają koszty nauki. Czasami jednak dzieci same muszą odłożyć sobie pieniądze, np. pracując przez kilka lat jako pomoc domowa.

 

Uczniowie, którzy zdali egzamin państwowy i dostali się do publicznej szkoły średniej, przechodzą na naukę w języku angielskim. Nauka w szkole średniej podzielona jest na dwa etapy. Pierwszy etap trwa cztery lata i kończy się tzw. „małą maturą”, której zaliczenie upoważnia do dalszej nauki w szkołach policealnych, lecz nie na uczelniach wyższych. Większość tanzańskiej młodzieży kończy swą edukację na tym właśnie etapie, by w dalszej kolejności szukać wymarzonego zawodu i móc rozpocząć samodzielne życie.

 

Tymczasem, jeśli wyniki egzaminów okażą się pomyślne, uczeń kontynuuje naukę w szkole średniej przez kolejne dwa lata. Wybiera wówczas specjalizację, w jakiej chce się kształcić: nauki ścisłe lub humanistyczne. Te dwa lata wyspecjalizowanej nauki stanowią przygotowanie do podjęcia studiów wyższych. W teorii bezpłatna jest nie tylko nauka na tanzańskich uniwersytetach, ale także mieszkanie i wyżywienie – studenci mają zapewnione akademiki i fundusze żywnościowe. W praktyce jednak system czasem kuleje, niekiedy pieniądze wypłacane są z dużym, nawet rocznym, opóźnieniem, a studenci z niezamożnych rodzin zmuszeni są do samodzielnego pokrywania kosztów utrzymania. Jednak, pomijając te wszystkie niedociągnięcia i uchybienia, można uznać, że system edukacji w Tanzanii jest pozytywną odpowiedzią na potrzeby jednego z najbiedniejszych społeczeństw świata. W systemie tym zdolne, zdeterminowane do nauki dziecko, pochodzące choćby z najuboższej rodziny, jest w stanie pokonać wszelkie trudności i pomyślnie ukończyć studia wyższe. Tej determinacji potrzeba jednak bardzo wiele, a to, co okazuje się decydujące – to psychiczne wsparcie ze strony rodziców lub rodziny.

Prawdziwa nauka zaczyna się od przedszkola

Mali Tanzańczycy wcześnie zaczynają prawdziwą naukę. Nie wszystkie dzieci mogą chodzić do przedszkola, ale te, które chodzą od początku pilnie pracują – jak prawdziwi uczniowie. Już trzylatki uczą się pisać i czytać, liczyć, a nawet dodawać i odejmować. Każdy stara się nauczyć jak najwięcej, tak, by zaczynając szkołę podstawową, mieć już opanowane wszystkie podstawowe umiejętności.

 

Dla osoby przyzwyczajonej do polskiego modelu edukacji wczesnoszkolnej widok maluchów pilnie powtarzających literki może być szokujący. Tymczasem w Tanzanii nikogo to nie dziwi. Tutaj każde dziecko chce jak najszybciej poznać wszystkie literki i cyferki, bo ich znajomość jest świadectwem tego, że chodzi się do szkoły. Podobnie, jak mundurek – widoczny dowód bycia Uczniem! Uczeń to nie byle kto – zna litery małe i duże, potrafi nazwać po angielsku wszystkie zwierzęta, odjąć 295 od 784, no i oczywiście policzyć do tysiąca. A gdy musi iść do łazienki, podnosi rączkę i czeka na pozwolenie pani nauczycielki.

 

Nauczyciel w Tanzanii jest jednym z zawodów cieszących się największym społecznym autorytetem. Nauczycielem był pierwszy prezydent Tanzanii, „ojciec” niepodległości, Julius Nyerere. Tanzańczycy darzą go szacunkiem i miłością, a mówiąc o nim, zawsze nazywają go „Mwalimu Nyerere”, czyli po prostu Nauczyciel Nyerere. Wysokie poważanie, jakim darzony jest zawód nauczyciela, świadczy o szacunku Tanzańczyków do edukacji. Jasne jest, że ci, którzy szerzą edukację, pracują dla rozwoju kraju. W Tanzanii ludzie rozumieją, że postęp można osiągnąć tylko przez edukację. Niestety, nie idzie to w parze z dobrym wynagradzaniem pracy nauczyciela, który, podobnie jak nauczyciel w Polsce, musi mieć prawdziwe powołanie. W przeciwnym razie bardzo niskie i często nieregularne zarobki szybko doprowadzą go do frustracji.. Zdarza się, że pensje wypłacane są z opóźnieniem… Te wypaczenia są powodem kiepskiej pracy wielu nauczycieli, którzy, nawet, jeśli wchodzili w swój zawód z powołaniem, to stracili je w zderzeniu z prozą życia jednego z piętnastu najbiedniejszych państw świata.

 

Dzieci w Tanzanii nie mają wielu pomocy naukowych. Jednak swą pilnością i zapałem do nauki nadrabiają wszystkie braki i niedoskonałości swojego przedszkola. Przedszkola w dosłownym tego słowa znaczeniu, gdyż chodzi w nim o takie przygotowanie dziecka, by bez problemów poradziło sobie z programem szkoły podstawowej, który w Tanzanii jest jeszcze bardziej rozbudowany niż w Polsce. Tanzańczycy mają w młodym wieku wiele do zapamiętania i, podobnie jak Polacy, kiedy dorosną, niewiele z tego pamiętają. Pamiętam swoje zmartwienie faktem, że ani tanzańskie przedszkole, ani szkoła w ogóle nie przygotowują do prawdziwego życia, nie uczą funkcjonowania w społeczeństwie; że niewiele jest zajęć ruchowych, a dzieci prawie nie mają czasu na zabawę. Pamiętam też zdziwienie, że mimo tych braków, wcale nie widać, by dzieci tych umiejętności nie posiadały! Po prostu mali Tanzańczycy znajdują to wszystko poza szkołą, spędzając swój wolny czas w towarzystwie innych dzieci. W ten sposób zapewniają sobie najlepszą szkołę życia społecznego (trudno się nie uspołecznić, gdy dzieci uczą dzieci!), a także ruch na świeżym powietrzu i ciągłą zabawę. W szkole/przedszkolu uczą się zaś dyscypliny, samozaparcia i dążenia do celu, którym jest wiedza. Jednego, czego się tu nie uczą, to ściągania. I to bynajmniej nie dlatego, że mają „nieżyczliwych” kolegów. Po prostu ściągać nie wypada – trochę ze strachu przed nauczycielem, a trochę z uwagi na świadomość, że przecież istotna jest wiedza własną, a nie kolegi.

 

Już trzyletnie maluchy mają zadawaną pracę domową. W razie trudności, mogą liczyć na pomoc starszego kolegi. A kiedy samemu już będzie się starszakiem, to z dumą będzie można pomóc młodszym od siebie.

To, że tak małe dzieci poddają się rygorowi tanzańskiego przedszkola bez większych protestów ani ujemnych śladów na ich młodej psychice, wynika prawdopodobnie z różnic w wychowaniu. Wydaje się, że rodzice w Tanzanii pod wieloma względami są bardziej wymagający, przede wszystkim, jeśli chodzi o samodzielność dziecka. Ponadto małych dzieci nie przyzwyczaja się do nadmiernych oczekiwań, za to główny nacisk kładzie się na posłuszeństwo. Rozwój indywidualności nie jest jeszcze tak ceniony jak w Polsce, a życia w społeczeństwie dzieci uczą się poprzez przebywanie w towarzystwie innych dzieci. To wszystko sprawia, że większość maluchów w wieku trzech lat jest już dobrze przygotowana na to, co je spotka w przedszkolu. Panującej tam atmosferze nauki poddają się z dziecięcą pogodą ducha.

 

W Tanzanii poziom szkół i przedszkoli zróżnicowany jest w zależności od miejsca, w którym są zlokalizowane (miasto, wieś, konkretny region kraju), instytucji, która nimi zarządza (Kościół katolicki ma najwyższe notowania, stawia bowiem na jakość nauczania). Różnice wynikają także z tego, czy placówka jest państwowa czy prywatna. Przedszkola i szkoły prywatne reprezentują dużo wyższy poziom nauczania w stosunku do ośrodków państwowych, ze względu na lepiej opłacanych nauczycieli i wysokie wymagania rodziców. Tymczasem państwowe szkoły średnie dorównują już tym prywatnym, a to z uwagi na dużą selekcję – do liceów zdają tylko najzdolniejsi.

Dla dziecka, które uczyło się w państwowej szkole podstawowej, przejście do liceum stanowi szok językowy – z nauki w języku suahili przechodzi się na naukę po angielsku. Biologia, geografia, matematyka, historia – wszystko to wykładane jest w języku angielskim. Jeśli ktoś miał kiepskiego nauczyciela angielskiego w podstawówce – kłopoty murowane.

Za to w prywatnych przedszkolach i szkołach podstawowych od samego początku nauka prowadzona jest tylko w języku angielskim, dlatego tutaj szok językowy przechodzi się po prostu wcześniej. Nie jest to takie złe, bo na tym poziomie edukacji nie ma ryzyka niezdania do następnej klasy. Tymczasem w państwowej szkole średniej niezaliczenie przedmiotu jest często równoznaczne ze skreśleniem z listy uczniów. Poza tym małe dziecko szybko przyzwyczaja się do nauki w języku obcym i już po kilku latach dzieci stają się dwujęzyczne.

Dwujęzyczność systemu edukacji rodzi różnice między dziećmi, których rodziców stać jest na prywatną szkołę, a tymi, które chodzą do państwowej podstawówki. Znajomość języka angielskiego jest wizytówką, wskazującą środowisko, z jakiego się pochodzi. Najzdolniejszym dzieciom z niezamożnych rodzin udaje się zniwelować te różnice na etapie szkoły średniej.

Wobec powyższego decyzja prezydenta Nyerere o zachowaniu na poziomie szkoły podstawowej nauczania w języku suahili wydaje się kontrowersyjna. Jednak należy pamiętać, że jeden wspólny język to główny czynnik, który zbudował świadomość narodową Tanzańczyków. Dopiero po wprowadzeniu suahili do szkół, Tanzańczycy, którzy dotąd zwracali uwagę głównie na to, z jakiego plemienia się pochodzi, poczuli, że są jednym narodem; przecież wszyscy mówią tym samym językiem. I choć każdy pamięta, z jakiego plemienia pochodzi, to na pytanie: „Kim jesteś?”, zawsze odpowie: ?Jestem Tanzańczykiem”. Różni to Tanzanię od innych państw w Afryce, gdzie granice krajów wyznaczyła linijka kolonialistów.

Różnice w edukacji wczesnoszkolnej w Polsce i Tanzanii

Zasadniczym powodem różnic we wczesnej edukacji pomiędzy Polską a Tanzanią jest motywacja, jaką kierują się rodzice, posyłając dziecko do przedszkola.

Celem edukacji przedszkolnej w Polsce są m.in.: nauka pracy w grupie, nauka samodzielności, wszechstronny rozwój dziecka oraz zdobycie ogólnej wiedzy o otaczającym świecie. Przygotowanie do prawdziwej szkoły zaczyna się dopiero w zerówce, a i tam ma jeszcze charakter ulgowy. W Polsce, tak naprawdę, rodzice martwią się głównie o to, by w godzinach ich pracy dziecko mogło spędzić czas w przyjaznym, bezpiecznym otoczeniu oraz w towarzystwie innych dzieci.

W Tanzanii jest zupełnie inaczej. To, na czym przede wszystkim koncentrują się rodzice, to jak najszybsza edukacja sformalizowana. Tutaj posyła się dziecko do przedszkola nie po to, żeby miało okazję pobawić się w grupie rówieśniczej, bo o to nietrudno i w domu, gdzie są przecież dzieci sąsiadów oraz rodzeństwo. Również nie po to, by dziecko miało opiekę w czasie pracy rodziców, gdyż w Tanzanii rodzice pracujący poza domem mają pomoc domową, która może się dzieckiem zająć. Mamy, które nie mogą sobie pozwolić na zatrudnienie kogoś do pomocy, z reguły nie pracują poza domem, mogą więc doglądać dzieci osobiście. A i tanzańskie przedszkolaki są o wiele bardziej samodzielne niż ich rówieśnicy w Polsce – nie przeszkadzają swoim mamom w pracy, wręcz przeciwnie – często im nawet pomagają (np. przy młodszym rodzeństwie). Gdy ktoś znajduje się w wyjątkowo trudnej sytuacji, zawsze może liczyć na pomoc sąsiadów.

W Tanzanii dziecko idzie do przedszkola po to, by jak najlepiej przygotować się do szkoły podstawowej. To „jak najlepiej” rozumiane jest jako opanowanie umiejętności czytania i pisania, podstaw matematyki (przede wszystkim arytmetyki) oraz podstaw języka angielskiego. Dla trzylatka, który zaczął chodzić do przedszkola, czas na zabawę organizowany jest po lekcjach. Zajęcia w przedszkolu prawie zawsze trwają od godziny 8 rano do 12 w południe (oczywiście z przerwami). Organizacja dalszej części dnia uzależniona jest od jakości przedszkola. W tych tańszych dzieci po prostu wracają do domu na obiad, w tych trochę droższych jedzą obiad w przedszkolu, potem śpią, a około godziny 15 są odbierane lub odwożone do domów.

Różnice w oczekiwaniach rodziców wobec przedszkola wynikają z powszechnej już świadomości, że jedynym sposobem na zapewnienie sobie godnego życia w Tanzanii jest edukacja. Dla każdego rodzica, niezależnie od pozycji społecznej, najważniejsze jest to, by jego dziecko zdobyło wykształcenie wyższe niż on sam. Inwestując w przedszkole, rodzice oczekują bardzo wymiernych rezultatów w postaci pozytywnych wyników w nauce ich dzieci, zaś programy przedszkoli dostosowują się do tych wymagań. Nikt nie chce, by w pierwszej klasie szkoły podstawowej jego dziecko umiało mniej niż rówieśnicy. Dla trzylatka, który chodzi do przedszkola czas na zabawę jest w domu, i to dopiero po odrobieniu pracy domowej. Zmiana oczekiwań rodziców prawdopodobnie pociągnęłaby za sobą próby dostosowania się do nich przez przedszkola. Jednak, aby to nastąpiło, sami rodzice musieliby zdać sobie sprawę z faktu, jak ważne jest nie tylko to, ile dziecko zapamiętało, ale przede wszystkim to, ile zrozumiało oraz najważniejsze: czy opanowało umiejętność efektywnego uczenia się.

O ile różnice w celach, jakie stawiają sobie przedszkola wobec edukacji dziecka, wynikają z oczekiwań rodziców, to różnice w jakości nauczania są spowodowane po prostu brakiem pieniędzy. Im biedniejsze przedszkole, tym gorzej wykształceni nauczyciele. Na wsiach są to niekiedy osoby, które same ukończyły zaledwie szkołę podstawową. W lepszych przedszkolach wymaga się przygotowania pedagogicznego (jest to najczęściej dwu- lub trzyletnia szkoła policealna). Jednak i w miastach, i na wsi dzieci rzadko korzystają z pomocy naukowych innych niż kreda i tablica oraz zeszyt i ołówek. Nauczyciele, którzy sami kształcili się w tym systemie nie mają ani motywacji, ani możliwości, które mogłyby spowodować jakąkolwiek zmianę. Zbyt często nauka w przedszkolach polega na zapamiętywaniu bez zrozumienia, co jest niestety stratą czasu, zwłaszcza w przypadku tak małych dzieci.

Wyzwania

Wyzwań stojących przed wczesną edukacją w Tanzanii jest bardzo wiele. By podjąć większość z nich, konieczne są pieniądze, lecz również wola reformacji ze strony rządu.

Edukacja podstawowa w Tanzanii jest powszechna – obowiązek szkolny zaczyna się w wieku lat siedmiu. Natomiast do przedszkoli uczęszczają te dzieci, które mają szczęście. Szczęśliwych dzieci w Tanzanii jest dużo, tych, które chodzą do przedszkoli – też, choć mogłoby być ich znacznie więcej. W niektórych regionach po prostu nie ma przedszkoli. Ostatnio zwraca się dużą uwagę na wczesną edukację, buduje się coraz więcej przedszkoli, ale wciąż jest sporo do zrobienia, zwłaszcza na wsiach. Niezbyt aktywny rząd wspierany jest przez inicjatywę prywatną – zakładane są niedrogie prywatne przedszkola, w których za 5000 szylingów tanzańskich miesięcznie (niecałe 11 zł) dziecko dostanie wszystko to, co w przedszkolu państwowym. Przedszkola takie zakładane są najczęściej przez kobiety – na należącym do nich kawałku ziemi, w domu lub w specjalnie zagospodarowanym w tym celu pomieszczeniu. Część zajęć odbywa się na powietrzu, co, wziąwszy pod uwagę klimat Tanzanii, jest całkiem dobre. W miastach prywatnych przedszkoli jest na tyle dużo, że dzieci, których rodziców stać na opłatę czesnego, mogą dojść do nich pieszo. Tymczasem na wsiach do przedszkoli uczęszczają tylko te dzieci, w których wiosce przedszkole jest akurat założone.

Jednak sam lokal to nie wszystko. Równie ważni są przyzwoicie opłacani i wykształceni nauczyciele, którzy potrafiliby dobrze zająć się małymi dziećmi. Opracowano wiele dobrych programów nauczania dostosowanych do warunków tanzańskich. Problem polega jednak na tym, że nie są one wdrażane. Edukacja nauczycieli i dostęp do informacji o sposobach nauczania mogłyby znacząco pomóc w przygotowaniu dzieci do dalszej edukacji.

Przedszkola i szkoły podstawowe powinny być wyposażone w pomoce naukowe. Jednak tych często brakuje. Na etapie przedszkolnym rozwiązaniem mogłaby być nauka systemem Montessori, dość rozpowszechnionym w Tanzanii (choć o wiele bardziej w Kenii). Pomoce drewniane, z jakich w tym systemie korzysta nauczyciel, są w stanie wykonać nawet początkujący stolarze.

Ostatnim wyzwaniem – znanym polskim rodzicom z zupełnie innej strony – jest problem mundurka. Mundurek szkolny w Tanzanii jest traktowany inaczej niż w Polsce – jest powodem wielkiej dumy dziecka, jako widoczny dla wszystkich sygnał, że jego właściciel jest uczniem. Jednak z powodu jego braku część dzieci nie kończy (lub nawet nie rozpoczyna) szkoły podstawowej. O ile edukacja jest bezpłatna, to koszt mundurka rodzice pokrywają sami. Niektórych na to nie stać, innym brakuje poczucia odpowiedzialności. Problemem tym powinien zająć się tanzański rząd, bo stawką jest przyszłość wielu dzieci z najbiedniejszych regionów kraju.

Podsumowanie

Przeciętny sześciolatek z Tanzanii poddany edukacji sformalizowanej z reguły wyprzedza swojego rówieśnika z Polski, pod względem takich umiejętności, jak odejmowanie, mnożenie, czytanie czy pisanie. Ma natomiast mniejszą wiedzę ogólną niż dziecko w Polsce. Brak kolorowych książeczek, małych encyklopedii, telewizyjnych programów edukacyjnych odciska tu swój negatywny ślad. Trudno powiedzieć, jak duże ma to znaczenie dla dalszej edukacji dziecka, gdyż różnice te wydają się z wiekiem zacierać. W Polsce dzieci, osiągnąwszy pewien etap rozwoju, w wieku sześciu, siedmiu lat szybko opanowują wszystkie te umiejętności, których z mozołem uczył się tanzański trzy-, cztero- i pięciolatek. Z kolei młodzi Tanzańczycy, zaczynając uczyć się biologii, geografii czy historii, z ciekawością dowiadują się o świecie tego, co częstokroć polskie dziecko zna już od dawna.

Zarówno polskie, jak i tanzańskie dzieci mogłyby uczyć się od siebie nawzajem. W ostatecznym rachunku bowiem żadne z nich nie pozostaje względem drugiego w tyle.

 
Tekst: Anna Kisangiri
Zdjęcia z archiwów Dar es Salam Instytut of Technology