Do Menzel Temime najlepiej trafić we wtorek. Odbywający się wtedy cotygodniowy targ to najlepsza okazja do przyjrzenia się codziennemu życiu. Najpierw trzeba przejść przez rzędy stoisk z ubraniami, garnkami i plastikowymi podróbkami made in China, by wreszcie dotrzeć do targu warzywnego, ciągającego rolników z całego półwyspu.

Menzel Temime słynie z przypraw, a zwłaszcza suszonej czerwonej papryki, z której powstaje pikantna przystawka harissa, podawana na stoły przed głównym daniem. Nic więc dziwnego, że stragany z papryką cieszą się dużym zainteresowaniem. Tuż obok sprzedawca zachwala oliwki: oliwne gaje zobaczyć można na całym półwyspie Bon. Wreszcie warzywa: całkiem swojskie, takie jak pomidory, marchew czy cebula, obok których wiszą kiście świeżych daktyli, przypominając o tym, iż jednak jesteśmy w Afryce. Dzięki stosunkowo dużym opadom (dochodzącym do 500 mm) i efektywnemu systemowi nawadniania półwysep dostarcza Tunezji 80% cytrusów, 60% winogron i 40% warzyw.

Towary odmierzają stare wagi, a drobne monety wędrują z rak do rąk. Wśród kupujących często można spotkać berberyjskie kobiety, ubrane zgodnie z tradycją w kraciaste materiały, z olbrzymimi kolczykami oraz tatuażem odpędzającym zły urok.

Choć Cap Bon położony jest zaledwie 140 km. od Europy i tuż obok popularnego kurortu w Hammamet, półwysep Bon odwiedzają nieliczni. Może dlatego też łatwiej tu wczuć się w atmosferę tunezyjskiej prowincji, choć jednocześnie wędrówka tutejszymi ścieżkami to spotkanie z bardzo daleką Historią…

Rzymianie nazwali go Przylądkiem Pięknym – Pulchrum Promontorium. I nic dziwnego, skoro środek półwyspu tworzą góry schodzące ku błękitnemu morzu, tworzące piękną oprawę dla uprawnych pól, na których wygrzewają się w słońcu pomarańcze, cytryny i winogrona. Z tych ostatnich, już za czasów Fenicjan, tłoczono wino, a tradycje te podtrzymali Rzymianie wysoko ceniący “napój bogów”. Podbój muzułmański (islam zakazywał spożywania alkoholu) skazał winogrona na życie tylko w postaci owocu, dopiero za czasów francuskiego protektoratu wrócono do tłoczenia win. Jednak taka konkurencja nie podobała się w Algierii, której producenci wykupili najlepsze tunezyjskie wina sprzedając je jako… produkt algierski, zaś swe najgorsze gatunki jako pochodzące z Tunezji. Dziś oryginalne tunezyjskie wino można kupić w większych miastach lub spróbować w hotelowym barze, zaś turyści podróżujący przez półwysep Bon mają okazje podziwiać krajobraz, jaki zachwycił Rzymian blisko 2000 lat temu.

Tekst i zdjęcia Anna Olej – Kobus i Krzystof Kobus